demokracja

Jest tylko jedna prawdziwa demokracja, czyli bezpośrednia. To, co ty nazywa się demokracją amerykańską (jeffersonianską), to jest dziś i zresztą zawsze był tylko rodzaj plutokracji, czyli rządów bogaczy (gr. πλουτοκρατία – plutokratia: „rządy bogatych”; od wyrazów πλοῦτος – plutos „bogactwo” oraz κρατέω – krateo „rządzę”). Trzeba wierzyć w demokrację , bo tylko ona nam została . Nawet w formie ułomnej, dotkniętej wirusem gender. Naiwność obecnie nam panującej odmiany demokracji medialnej jest zdumiewająca . Pani Hillary odpowiedzialna za globalny bałagan, który wykreowała jako sekretarz stanu w rzadzie Obamy jest kandydatem na przyszłego prezydenta ogromnego kraju ? Czy tak potężny kraj musi szukać kolejnego prezydenta w łożku byłego prezydenta ? Czy nie ma dostatecznie dużo wykształconych i uczciwych ludzi myslacych kategoriami amerykanskiej racji stanu? Czy ogromne pieniądze stojące za tym wyścigiem po władzę wygrają z demokracją ?Hillary Clinton ma sporo wad, ale obarczanie jej winą za obecną sytuacje globalną jest śmiechu warte. Najwyraźniej przespał lekcje historii, co nie raz już tutaj na forum zaprezentował. Ponad to, mimo pieniędzy za nią stojących i proroctw miażdżącego zwycięstwa, wygrywa zaledwie jednym punktem procentowym w tej chwili z kandydatem, którego media do tej pory traktowały dość lekceważąco – Bernie Sandersem. Warto przyjżeć się tej kandydaturze, bo chociaż dziś przylepia się mu metkę socjalistycznego radykała, jego program 20 lat wstecz znalazłby z powodzeniem odbicie w bardziej stonowanej wówczas partii republikańskiej. Dziś prawa strona dała się uwikłać w wyścig radykalizmu, przebijając się deklaracjami, kto zbuduje większy mur, kto zrzuci więcej bomb i kto mocniej złapie za kark wrogie konserwatystom mniejszości. Lekceważy się przy tym rzeczywiste problemy, takie jak wpływ pieniędzy na politykę po decyzji Citizens United, czy powiększające się dysproporcje majątkowe przypominające raczej kraje trzeciego świata, nie nowoczesne społeczeństwo doby internetu i przemysłu. Sanders słusznie czyni z tych problemów napęd swojej kampanii i nie wdaje się w polityczne potyczki i wymiany oskarżeń, co wyraźnie odróżnia go od opętanych wścieklizną wyborczą republikanów. Zaskoczeniem jest porażka Trumpa, który do niedawna cieszył się sporą przewagą poparcia, a w tej chwili przegrywa z Cruzem. Nie pomogła mu widać rezygnacja z debaty wyborczej ze względu na jedną z „reporterek” Fox News, co zapewne zostało odebrane jako odznaka słabości i małoduszna zarozumiałość… Trump zawsze był primadonną a konserwatyści ( ci prawdziwi ) bardzo tego nie lubią.